Ręce opadają, język usycha, inne członki też wiotczeją, gdy bez końca czytam i słucham o rzekomych cudach architektury w stołecznym mieście Katowice. Gdybym miał poważnie brać batalie toczone w obronie rzekomych unikatów, wybitnych dzieł i prekursorskich rozwiązań - musiałbym nabrać przekonania, że żyjemy w jakiejś arcymetropolii obecnej we wszystkich światowych katalogach, almanachach i antologiach.